Wujek dobra rada

Osoby dramatu:

Tomek - wrażliwy chłopiec, niepoprawny romantyk
Maciek - poeta, erudyta, gawędziarz, stały bywalec salonowych przyjęć
Patryk - gbur, prostak, cham, bezczelny i obłudny zuchwalec, nie umie jeść sztućcami i okrada staruszki spacerujące jesiennymi popołudniami po krakowskiej starówce
Wujek Andrzej - roztropny rozjemca, stonowany mentor, niezastąpiony mędrzec
Krzysztof - tajemniczy dziennikarz, tak naprawdę nie jest tym za kogo wszyscy go uważają

AKT I

Scena pierwsza
Murawa stadionu przy ulicy Cichej w Chorzowie. Tomek, Maciek i Patryk grają w piłkę. W ferworze przyjacielskiej walki, Tomek niechcący podczas wyskoku trąca stopą Patryka. Obaj upadają, Patryk szybko wstaje.

PATRYK: Wstawaj, motyla noga! Wstawaj śmieciu kurcze pióro!

TOMEK: Spokojnie mój drogi kolego. Już wstaję, nie gniewaj się na mnie, proszę. Swoją drogą to co mówisz jest bardzo przykre dla mnie.

Podchodzi przysłuchujący się rozmowie Maciek.

MACIEK: Nie do wiary! Jak można się tak brzydko wyrażać?

PATRYK: A co mam mówić, jak mnie w nogę kopnął? Motyla noga… Kim Ty motyla noga jesteś? Kim Ty motyla noga jesteś kolego nad wyraz lubiących towarzystwo innych mężczyzn?

Scena druga
Szatnia gospodarzy stadionu przy ulicy Cichej w Chorzowie. Maciek i Tomek zapłakani przybiegają do wujka Andrzeja.

WUJEK ANDRZEJ: Chłopcy, nie płaczcie, nie ma powodu.

MACIEK: Ale… ale… <chlip> ale… dla… dla… dlaczego… <chlip>

WUJEK ANDRZEJ: Spokojnie Maciusiu, po kolei opowiedz mi co się stało.

MACIEK: No bo… Ten Patryk… Wie wujek, który… On… Powiedział, że lubię chłopców… Czemu tak powiedział? Przecież to nieprawda?

TOMEK: A mnie nazwał śmieciem! Jak on mógł! Czemu tak źle o mnie myśli? Przecież niechcący go kopnąłem…

WUJEK ANDRZEJ: No cuż, widzicie w piłce przypadkowe kopnięcia są zawsze raczej przeciwko nam. No ale to jeszcze nie powód żeby mówić brzydkie wyrazy, prawda?

TOMEK: Właśnie… My to też mu tłumaczymy.

WUJEK ANDRZEJ: Dam Wam dobrą radę. Kiedy następnym razem znów przypadkiem kogoś kopniecie i Wasz kolega znowu zacznie mówić brzydkie wyrazy, wiecie co zróbcie wtedy?

TOMEK I MACIEK (chórem): Co?

WUJEK ANDRZEJ: Udawajcie, że nie słyszycie co do Was mówi, że nic nie słyszycie.

TOMEK: Hurra! To jest wspaniała rada!

MACIEK: Pycha! Wyobrażam sobie jego minę!

TOMEK: Świetna rada wujku, bardzo dobra rada!

AKT II

Scena pierwsza
Rozmowa telefoniczna między Krzysztofem, a wujkiem Andrzejem.

WUJEK ANDRZEJ: Witaj Krzysiu!

KRZYSZTOF: O! Jak miło Cię słyszeć Andrzeju, najlepszy napastniku polskiej ligi! Czemu zawdzięczam ten niespodziewany telefon?

WUJEK ANDRZEJ: Czy mógłbyś skarcić na swojej stronie internetowej tego Patryka, wiesz którego.

KRZYSZTOF: Dla Ciebie wszystko, drogi przyjacielu, ale czym Ci zawinił ten nicpoń?

WUJEK ANDRZEJ: Ach, szkoda słów. Moje poczucie estetyki zostało solidnie poruszone przez jego wypowiedzi skierowane ku moim wychowankom. Jakże tak młody chłopiec może używać takich brzydkich słów i z taką pogardą wyrażać się o kolegach z drużyny?

KRZYSZTOF: Oczywiście, zajmę się tym. Trzeba potępiać te odosobnione przypadki złego zachowania. Nie może być tak, że na polskich boiskach, atmosfera miłości i pokoju, zostaje zachwiana przez czarną owcę!

WUJEK ANDRZEJ: Dziękuję Krzysiu. Wiedziałem, że mogę na Ciebie liczyć.

P.S. Zbieżność imion postaci i zdarzeń z rzeczywistymi - zamierzona i całkowicie nieprzypadkowa.

* Skomentuj ten wpis

Raport nr 3.

Dzieje się, dzieje w tej naszej piłce… Poniżej zbiór moich luźnych myśli po kolejnym piłkarskim tygodniu. Tym razem z jednodniowym opóźnieniem, ale to dlatego, że dopiero dziś dostałem w swoje ręce poniedziałkowy “Futbol News”. A jak część z Was wie - mój raport bez komentarzy o FN, byłby tak niepełny jak niewydrukowana tabela Stanowskiego bez błędu w dodawaniu bramek. Zaczynamy:

Ekstraklasa:

  • Jednak nie Michniewicz, a Dariusz Pasieka usiadł za sterami Arki. Na krótką metę podziałało, bo leniwym i wypalonym… ekhm… “piłkarzom” z Gdyni udało się (przynajmniej na jeden mecz) zaszczepić ambicję. Zrobili na boisku chyba więcej km niż w poprzednich trzech meczach, na niewiele się to jednak zdało, bo przegrali po raz czwarty. Komentarz do bramki Mrowca sobie daruję…
  • Bije się w pierś z całej siły. Przed startem sezonu napisałem, że spadkowiczów już znamy i że aby spaść z ligi trzeba będzie zdobyć mniej punktów niż Cracovia i o 10 oczek mniej niż Jagiellonia, uznając z góry taki wyczyn za nieosiągalny. Oficjalnie przepraszam beniaminka z Lubina i wcześniej wspomnianą Arkę za to, że nie doceniłem ich potencjału. Ekipom tym wystarczyły cztery kolejki by dokonać tego, co wcześniej wydawało się niemożliwe.
  • Wisła odskoczyła Lechowi na 6 punktów, a Legii na 5. Spełnia się zatem proroczy sen Michała Kołodziejczyka. Nikt w Krakowie się chyba nie podpala, bo z czwórki wykoszonych drużyn, trzy zamykają tabelę (gdzieś tam przedziela je ukarana ujemnymi punktami Jaga), ale z kolei Ruch na chwilę obecną gra całkiem nieźle i zajmuje trzecie miejsce w tabeli.
  • Wisła oprócz faktycznie przyzwoitej gry ma jeszcze kupę szczęścia. Przypomnę jak drużyna Skorży w ostatnich trzech meczach otwierała wynik: mecz z Zagłębiem - 6 piłkarzy na spalonym w tym Marcelo i mamy 1:0; mecz z Bełchatowem - Sapela nieudolnie odbija piłkę, a Wróbel zatrzymuje piłkę ręką - czerwona karta, rzut karny i 1:0; mecz z Arką - Małecki na przebój pakuje się w obronę Arki, piłka odbija się jak na fliperach, po czym Mrowiec zdejmuje ją “małemu” z nogi i strzela bramkę na 1:0. Jak Wisła strzeli gola to jakoś to idzie, ale w zeszłym sezonie miała sporo problemów, kiedy nie udawało się szybko trafić do siatki. Ale nie ma co spekulować, bo wszystkie mecze były wygrane zdecydowanie zasłużenie.
  • Drużyny z Bytomia i Chorzowa w czterech meczach strzeliły po cztery gole, co specjalnie nie dziwi, ale te cztery gole wystarczyły obu ekipom do odniesienia trzech zwycięstw.
  • Lechia w zeszłym sezonie pogrążyła Kaczmarka, a w niedzielę zwolniła Grembockiego. Szkoda chłopa, bo poczciwy, ale na moje to na trenera on się nie nadaje.
  • Rybus w trzech ostatnich meczach ligowych strzelił jedną bramkę. Bilans jak na młodego bocznego pomocnika całkiem niezły, z tym, że to wszystkie gole jakie Legia strzeliła w tych meczach. W Warszawie chyba wszyscy czekają na powrót Chinyamy, bo Mięciel jest fajnym facetem, ale ma pewne problemy z trafienie w światło bramki.
  • Lech w drodze po majstra postanowił dać fory rywalom, by nie popsuć zabawy kibicom Ekstraklasy - niech emocje trwają do ostatniej kolejki. Szkoda, że Wisła się nie umie bawić…
  • Lenczyk przejął bandę patałachów i zrobił punkt na Legii, dodał do nich jeszcze jednego patałacha i wygrał z Lechem. Mnie to martwi…
  • Smuda w C+ powiedział otwarcie, że nie przedłużył kontraktu z Lechem, bo chciał więcej kasy. Brawa za szczerość…

I liga

  • Liderem zaplecza Ekstraklasy, po trzech zwycięstwach i remisie z Pogonią - Flota Świnoujście.
  • Jedyny klub z kompletem zwycięstw - Widzew Łódź już na miejscu szóstym, chociaż startował z -6.
  • Podbeskidzie cztery remisy z rzędu, stawiam, że z Zabrza też wywiozą jeden punkt.
  • ŁKS raczej do Ekstraklasy nie wróci. Miejsca tylko dwa, a na razie 4 punkty w 4 spotkaniach. Wygląda na to, że Tomasz Hajto skończy karierę w I lidze - smutny koniec barwnej kariery.

Futbol News

  • Raczej nie spodziewaliście się tutaj przeczytać pochwały, ale szczerze i uczciwie - muszę. Numer siódmy FN to najlepszy numer jaki się do tej pory ukazał, naprawdę nieźle się czytało. Osobiście się cieszę, bo za 1.50 PLN można parę ciekawych tekstów przeczytać. Ale i tak muszę się tu i ówdzie przypierdolić.
  • Na początek Paweł Zarzeczny. Zajął miejsce Jacka Kmiecika i to on od dwóch numerów wali felieton na drugiej stronie. Wiele można o tych jego tekstach powiedzieć, ale na pewno nie to, że są nudne i niewyraziste. Tym razem wali prosto z mostu, że wolałby pukać Dodę niż zatrzymać Anglię.
  • Dalej naprawdę dobry, prawdziwy choć bolesny tekst Stanowskiego o Arce. I uczciwie, naprawdę jest to niezły artykuł. W życiu bym tego pana o to nie posądzał.
  • Reiss z kolei informuje, że Lech przegrał mistrzostwo bo jego nie było w szatni. Ciekawe co on takiego robi z kolegami w szatni…
  • Jacek Kmiecik pisze, że transferu Brożka do Fulham nie będzie, bo ani Wisła nie chce go sprzedać, ani Anglicy kupić. Transakcją zainteresowany jest tylko Osuch. Kmiecik dementuje też idiotyczną informację o 8 milionach euro za Lewandowskiego. Za transferem na linii Lech-Szachtar też stoi Osuch.
  • West Ham szuka rosłych stoperów i padło na Polczaka.
  • W tabeli niewydrukowanej Krzysztofa Stanowskiego Wisła strzeliła już 13 bramek. Dwa tygodnie temu bramek było 5, Wisła wygrała 3-0 z GKS-em, Stanowski zweryfikował wynik na 4-0 i w sumie wyszło 5+4=10. W tej kolejce Wisła wygrała 1-0, Stanowski uznał, że powinno być 2-0 (pół gola za czerwoną kartkę dla Arki, pół za odgwizdanego spalonego Brożka), czyli 10+2=13. Bilans Wisły: 13-1.
  • Na remisy zweryfikowane zostały też mecze Legii i Lecha. Legii przyznano zatem jeden punkt, Odrze dwa zabrano, Lechowi przyznano jeden punkt, ale Cracovii tych dwóch już nie zabrano. Lech z Cracovią zremisował, a Cracovia z Lechem wygrała, czyli jak to mówią - wilk syty i owca cała.
  • Z liczeniem nie najlepiej też u Zarzecznego. Ballada o Marianie z betoniarki - część druga i puenta Zarzecznego: “Futbol News” interesuje się budową z dwóch powodów. Powstaje za publiczne pieniądze - to raz. Ma być wizytówką polski - to dwa. Jednak po trzecie - i najważniejsze - razem z Marianem nie chcielibyśmy przeżyć wstydu na Euro 2012.
* Skomentuj ten wpis

Raport nr 2.

Minął kolejny tydzień, trzecia kolejka Ekstraklasy, trzecia kolejka I ligi i dwa nowe numery Futbol News. Zgodnie z nową świecką tradycją, poznęcam się nad wszystkimi z w/w wydarzeń. Zatem poniżej zbiór moich myśli, spostrzeżeń, obserwacji. Jak ktoś nie ma co robić, zapraszam do lektury.

Ekstraklasa

  • W ostatnich dniach dwóch trenerów Ekstraklasy pożegnało się z posadami. Miałem dodać, że pożegnali się już po drugiej i trzeciej kolejce, ale użycie słowa “już” byłoby nadużyciem. Najnowsza historia polskiego futbolu zna przypadki, gdy trener Ekstraklasy zostawał zwolniony jeszcze przed startem rozgrywek…
  • Lenczyk pokazał smutną prawdę o polskiej piłce. Mając zamiast piłkarzy bandę patałachów, wystarczy “trochę z nimi porozmawiać, trochę z nimi potrenować i trochę ich poustawiać” by wywieźć punkt ze stadionu wicemistrza Polski. I nie wyglądało to tak, że przez 90 minut oglądaliśmy obronę Częstochowy, owszem z przebiegu meczu Legia była wyraźnie lepsza, ale i Cracovia miała swoje szanse.
  • Chojnacki pokazał, że nie jest cudotwórcą i przegrał po raz trzeci w lidze, a w konsekwencji pożegnał się z pracą. Trudno go jednoznacznie ocenić jako trenera, bo nigdy nie dostał do rąk drużyny. Najpierw się użerał co rundę z piłkarzami z łapanki sprowadzonymi do ŁKS-u, a teraz z kolei męczył się z Polskim Związkiem Emerytów, Rencistów i Inwalidów - Oddział Rejonowy w Gdyni. Nigdzie wybitnych wyników nie ugrał, a więc poważniejszej drużyny raczej nie dostanie i tak koło się zamyka. Za parę miesięcy znowu jakaś ekipa bez piłkarzy i bez kasy na lepszego trenera zatrudni go w roli ratownika.
  • A do Gdyni podobno wrócić ma Czesław Mourinho. Wiele razy podkreślał, że Gdynia to nie jest jego miejsce pracy, tylko dom i zgodnie z tą logiką podpisał kontrakt z Arką. Później się wypowiadał, że to był jednak błąd, bo Gdynia powinna pozostać jego domem, a nie miejscem pracy, więc idąc logiką Czesia pewnie wróci do Arki.
  • Michał Kołodziejczyk z Rzeczpospolitej jakoś zaraz po odpadnięciu Wisły z pucharów, znaczy się z eliminacji do pucharów, powiedział, że Wisła jest najmocniejsza i będzie wygrywać i najpewniej odskoczy stawce po kilku meczach tak jak dwa lata temu. Raz na rok to i kura pierdnie, czy był u wróżki?
  • Póki co nie ma co wyrokować, bo kolejki minęły trzy, ale Wisła już ma dwa punkty nad Legią (która póki co grała z największymi ofiarami w lidze (Zagłębie, Arka, Cracovia) i trzy punkty nad Lechem, który jednak nic się nie zmienił i dalej traci punkty choć na logikę nie powinien.
  • Wojciechowski ma przesrane, bo Grembocki wygrał mu dwa piekielnie trudne mecze. I teraz tak, zwolni (a w zasadzie przesunie do ME) lizusa, przyjmie Smudę i co Franz zacznie z miejsca wygrywać? A jak nie zacznie? Moje obawy sprzed tygodnie się sprawdziły. Co nie zrobisz Wojciechowski to głupio, co nie?

I liga

  • W derbach Łodzi odblokował się Radek Matusiak! Zwycięstwo podobno kontrowersyjne, bo ŁKS strzelił na 0-2 prawidłowo. Współczuję, ale już się przyzwyczaiłem, że w Polsce (choć po prawdzie to wszędzie na świecie) błędy sędziów to taka sam element gry jak rzut rożny, z tym, że nieco w mniejszym stopniu zależy od piłkarzy.
  • W Łodzi na derbach 9 tysięcy ludu, w Szczecinie na meczu z Podbeskidziem ponad 10 tysięcy, w Zabrzu na meczu Górnik - GKS Katowice, ponoć 20 tysięcy. Dla porównania wielka trójka naszej ligi, wszyscy jako gospodarze: na Wiśle w Sosnowcu - 2 tysiące, na Legii w Warszawie - 3,5 tysiąca, na Lechu we Wronkach - 5 tysięcy. Pomyliłem gdzieś przecinki? Nie, nie… Ale dość drwin, niech budują te stadiony, byle szybko.
  • W tabeli Flota przed Górnikiem, obie ekipy z kompletami punktów. Trzy zwycięstwa na koncie ma też Widzew, ale oni startowali z -6, więc póki co pną się w tabeli. Na dziś - miejsce 11te.
  • Bramki strzelili Piotr Reiss (Warta-Dolcan 1:1) i Olo Moskalewicz (Pogoń-Podbeskidzie 2:2). Łącznie 72 lata.

Futbol News

  • Jacek Kmiecik o zamieszaniu wokół Ebiego Smolarka: Tylko kogo jeszcze ta opera mydlana z rozkapryszonym Ebim w głównej roli tak naprawdę kręci. Przecież to już zgrana płyta.” - Spróbuję odpowiedzieć. Numer pierwszy FN, strona 22 cała zajęta przez tekst o Ebim - Rafał Lebiedziński. Numer piąty, dwie strony wywiadu z Ebim (2 i 3) - Paweł Drażba. Nie wiem czy jakaś inna gazeta poświęciła w ciągu dwóch ostatnich tygodni aż trzy strony (nie licząc już akapitów w tekstach na tematy poboczne) na Smolarka, uwzględniając prasę codzienną. Także panie Kmiecik, przejrzyj pan następnie gdzie wsadzają pana felieton, bo ten umieścili obok tekstu okraszonego takimi frazami: “SPECJALNIE DLA FUTBOL NEWS: SMOLAREK NIE JEST SKARŻYPYTĄ” oraz “NA DNIACH EBI ROZSTANIE SIĘ Z RACINGIEM. CO DALEJ?” i wyszło trochę głupio, a w końcu pan jesteś tam naczelnym.
  • Według Janusza Basałaja, Lenczyk został trenerem “Carcowii”. Nie czepiam się, bo sąsiednie literki w tekście mogą się przestawić, ale korekta nieco szwankuje. Jednak jak dodamy do tego “w” w końcówce, to muszę przyznać, że w pierwszej chwili zawahałem się o co chodzi. Szczegół, ale wytknąłem.
  • Brożek jednak nie odejdzie. Za transfer Uche do Fulham Wisła ma dostać podobno trzy miliony zł. Czyli jak to jest, bo nieomylne Weszło.com 12 sierpnia napisało, że “do transferu dojdzie”.
  • Stanowski kontynuuje swój artystyczny nieład w “Tabeli niewydrukowanej”. Tydzień temu w tabeli Wisła miała 6 punktów i stosunek bramkowy 5-1. W sobotę wygrała 3-0, Stanowski słusznie zweryfikował zwycięstwo na 4-0 (nieuznana druga bramka Marcelo), a w tabeli po dodaniu 5+4 wyszło 10. Zatem po 4-0 z tej kolejki, z bilansu goli 5-1 zrobiło się 10-1. Zresztą tak jak pisałem, ta jedna bramka stracona, strzelona przez Zagłębie tydzień temu, też nie powinna być uznana bo piłkarz z Lubina przyjmował ewidentnie piłkę ręką.
  • Jak czytamy w artykule, cztery wyniki tej kolejki zostały wypaczone, z tym, że żaden nie wpłynął na ostateczny rozkład punktów. Czyli jak każdy dostał tyle punktów ile mu się należało to co zostało wypaczone? To, że wygrał ktoś jedną bramką mniej?
  • Ruchowi dodano jedną bramkę, bo Niedzielanowi odgwizdali spalonego. Zgodnie z początkowym regulaminem, w takiej sytuacji miało być 0.2 gola, no ale w końcu to Andrzej Niedzielan. Uzasadnienie logiczne: “Andrzej Niedzielan wystrzelił jak z bloków startowych” i “bramka na bank by padła”. Fakt, każdy kto umie jako tako kopnąć prosto piłkę powinien strzelić w tej sytuacji i pewnie Niedzielan by sobie poradził, ale z tym określeniem “na bank” to bym jednak uważał, bo Andrew ostatnią bramkę w lidze strzelił dwa lata temu.
  • Fajny nagłówek w notce o występie Boruca: “A żona zwierza się na łamach brukowca”. Myślałem, że otworzyli pierwszy numer własnej gazety, ale nie, tym razem Kasia Boruc porozmawiała z “News of the World”. Ciekawe jakie zdjęcie dali angole obok wywiadu?
  • Wracam do numeru czwartkowego. Na pierwszej stronie: “Bukmacherzy już zaczynają kląć. Typy Futbol News dają dużą kasę”. Uśmiechnąłem się, bo w pierwszym tygodniu wszyscy (trójka ekspertów + anonimowy dziennikarz) wtopili. Jak poszło im w drugim tygodniu? Ekipa FN policzy to dopiero na czwartek. Tylko u mnie bilans już dziś! Gilewicz po pierwszym tygodniu był 180 PLN w plecy, po drugim dokłada 250 PLN, w sumie -430 PLN. Czykier puścił znowu za trzy stówki i znowu przegrał, zatem razem: -600 PLN. Tomek Iwan się odkuł, po pierwszym rozdaniu był w plecy 125 PLN, teraz trafił wszystkie trzy typy i zarobił 175, bilans: +50 PLN. Natomiast prowadzący po pierwszym okrążeniu anonimowy redaktor (jedynie -91 PLN po pierwszym tygodniu) wtopił wszystkie cztery kupony i goni Czykiera, bilans: -541 PLN. Po podliczeniu, bukmacherzy muszą faktycznie ostro kląć: “O kurwa, na tych jebanych ekspertach z Futbol News zarobiliśmy już półtora tysiaka”
  • A tak szczerze, to parę fajnych wywiadów, kilka niezłych tekstów, kila zabawnych kompromitacji i mają stałego czytelnika. Kupiłem wszystkie dotychczasowe pięć numerów i w czwartek pewnie też kupię. Tyle frajdy za 1.50 PLN…
* Skomentuj ten wpis

Raport nr 1.

Po dwóch kolejkach Ekstraklasy i I ligi mam kilka przemyśleń i spostrzeżeń. Do tego parę uwag co do “Futbol News” i “Szybkiej piłki”. Aby nie męczyć oczu płynnym tekstem pełnym zbędnych słów, wypunktuję:

Ekstraklasa:

  • W tym sezonie odbyło się bez falstartu głównych faworytów do tytułu. Lech, Legia i Wisła (kolejność alfabetyczna) zgodnie zdobyły po 6 punktów. Dla porównania, rok temu w dwóch pierwszych meczach Lech zdążył stracić 3 pt (porażka z Bełchatowem), a Legia 5 (remis w derbach Warszawy i porażka z Odrą).
  • Nikt nie odskoczył póki co w tabeli strzelców. Ośmiu piłkarzy ma na koncie po dwie bramki. Bez trafienia królowie strzelców: Chinyama (co oczywiste, bo kontuzjowany) i Brożek (nieskuteczny jak za najgorszych czasów, ale za to trzy asysty).
  • Jacek Zieliński jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu, w co wielu wątpiło. Dwa wyjazdowe zwycięstwa na bardzo trudnych terenach - 3:1 z Piastem i 5:0 z Koroną, do tego rozjechanie Norwegów. Jeśli wejdzie jeszcze do grupy Ligi Europy, a ma duże szanse, to za Franzem Smudą nikt już chyba nie zatęskni. Lech jest piekielnie mocny w ofensywie, a i tyły wreszcie ma poukładane.
  • Legia ograła Zagłębie grając w zasadzie tylko w drugiej połowie, wygrała też z Arką choć mecz jej się nie układał. Bramka Rybusa - kapitalna. Jak nie można wygrać 5-0, to trzeba wygrać choć jedną bramką.
  • Wisła się rozkręca. Łobodziński zaczął coś grać, Małecki wypruł do przodu z formą i wygryzł Ćwielonga. Niesamowicie się Patryk rozwija, jeszcze w poprzedniej rundzie nazywałem go “jeźdzcem bez głowy” i muszę to odszczekać. Brożek póki co został w blokach, ale prędzej czy później odpali. Jak dodamy do tego bardzo przeciętnego póki co Kirma oraz Gargułę i Boguskiego, którzy kiedyś (chyba) wrócą to w Krakowie są spore rezerwy.
  • Wiśle nie przeszkadzają też sędziowie. Dwa lata temu w swoim drugim meczu (choć była to trzecia kolejka) dostali na dzień dobry karnego w meczu z Górnikiem (jedenastka tak mocno wydrukowana, że Cantoro jak się podnosił to nie mógł w to uwierzyć), w sobotę bramka w pierwszej minucie ze spalonego (na którym było pół drużyny ze strzelcem bramki rzecz jasna włącznie). Co prawda z kolei w końcówce meczu rękę przyjmował Caiado strzelejąc honorową bramkę dla Zagłębie, ale ciekawe jakby mecz wyglądał, gdyby na korzyść Zagłębia sędzia Piasecki pomylił się w pierwszej minucie, a na korzyść Wisły - w ostatniej.
  • Jacka Grembockiego uważam za bardzo słabego trenera i usłużnego lizusa, a za takimi nie przepadam. Nie mniej jednak bardzo ucieszyło mnie zwycięstwo w końcówce w meczu ze Śląskiem. Widać, że piłkarze są wobec niego lojalni i grają do końca, a i wygrana w taki sposób jest wyraźnym sygnałem dla dogadujących się za jego plecami Wojciechowskiego i Smudy - nie wywalacie pierwszego lepszego frajera, jak chcesz mieć dobre wejście Franz to z miejsca musisz zacząć wygrywać. Jeśli Grembocki zrobi niespodziankę i ugra coś w Poznaniu, a Smuda nie będzie miał “wejścia smoka”, to Wojciechowskiego znów będzie się przedstawiać jako stryjka, który zrobił kiepski biznes na siekierce. A to mimo wszystko przedsiębiorczy facet przecież.
  • Smuda ma zostać zatrudniony, żeby zdobyć Mistrzostwo Polski 2011 - na stulecie klubu z Konwiktorskiej. Różnie można komentować taki plan Wojciechowskiego, ale w ostatnich latach Smuda pokazał, że ostatnie co jest w stanie wygrać to właśnie Mistrzostwo Polski. Franz prowadził i budował największe polskie kluby ostatnich lat - Widzew w połowie lat 90-tych, potem Wisłę, Legię i Lecha. Trzy tytuły w wieku 61 lat, przez 16 lat pracy trenerskiej w Polsce (z małą przerwą na Omonię) to dużo czy mało? Jak na trenera uważanego przez wielu za najlepszego w kraju, chyba nie za dużo, biorąc pod uwagę gdzie pracował, jakich miał piłkarzy i że ostatnie mistrzostwo zdobył 10 lat temu…

I liga:

  • Widzew wygrał drugi mecz, tym razem w Stalowej Woli. Jedyną bramkę strzelił Marcin Robak. Dla króla strzelców poprzedniego sezonu I ligi najlepszego strzelca Widzewa z poprzedniego sezonu* to drugie ligowe trafienie tego lata. Widzew odrobił ujemne punkty i zaczął marsz w górę tabeli. Póki co - miejsce 15., trzy bramki strzelone, zero straconych.
  • Lider w Świnoujściu, wicelider w Gorzowie Wielkopolskim. Trochę niespodzianka, ale spokojnie. Górnik Zabrze gra dopiero dzisiaj drugi mecz, a Widzew musiał gonić.
  • Jak donosi “Futbol News”, maskotka Floty Świnoujście “ululała się i poszła spać”.
  • Piotr R. vel “Reksio” zadebiutował w Warcie. Przez 83 minuty gry miał podobno udział przy wszystkich czterech bramkach (wygrana 4:1 na wyjeździe z Motorem) w tym przy hattricku Klatta.

Futbol News:

  • Drugiego numeru się nie czepiałem, bo był przyzwoity. Rzecz jasna PZPN wystosował komunikat, że Zarzeczny zrobił wywiad z prywatnej rozmowy i wiele dopowiedział, choć pewnie wszystkie opublikowane słowa to rzeczywiście myśli Laty, który nie skojarzył faktów: Zarzeczny pracuje w nowej gazecie, a prezes PZPN jest mało rozgarnięty i jak coś palnie to dziennikarz nie omieszka podzielić się tym z ludem.
  • No i Zarzeczny nieco się wkurwił. Dwa numery, dwa wywiady i mu Borek z Latą zarzucają zmyślanie słów. Ale nie z Zarzecznym takie numery, on nie będzie nikomu właził w dupę, pisze co usłyszał, bo on cały czas jest w pracy. W felietonie szczerze przyznał, że nie prowadzi prywatnych rozmów z ludźmi futbolu, bo musi zapełnić czymś swoje rubryki i wetknie w nie każde słowo, którym się ktoś z nim podzieli. Nie owija w bawełnę i wprost porównuje swoją pracę do działań “The Sun”, “Faktu”, “Super Expressu” i prowokacji byłej posłanki Renaty Beger wraz z dziennikarzami “Teraz My” (sam używa tych tytułów). Obrywa się też Kołakowskiemu, że w swojej stajni ma samych piłkarskich nieudaczników i że choć znają się z Jarkiem dwadzieścia lat to nie znaczy, że przestanie pisać, iż jego piłkarze są “do bani”. Generalnie trzeba to chyba docenić - facet nie gra w niczyjej drużynie, nie jest nikim inspirowany i co za tym idzie - chyba jest rzetelny (choć moim zdaniem samo pojęcie o piłce ma mizerne). Jednak konsekwencje jego postawy mogą go zaboleć. Po primo - jak sam pisze “co nie znaczy, że z pomocą Laty, Borka, Kołakowskiego mnie nie wywalą - pewnie tak”. Po secundo - kto teraz zamieni z nim słowo w kuluarach jeśli następnego dnia ma się ono pojawić w Futbol News? Przyjmie się (jeśli już się nie przyjęło), że z Zarzecznym się nie gada.
  • Na prośbę redakcji FN wywiad z pierwszej strony trzeciego numeru z Takesurem Chiyamą został autoryzowany. Ktoś wie dlaczego?
  • O Zarzecznym po raz ostatni: “Fantastycznie grał Peszko, nie wiadomo czemu pomijany w kadrze - szybki, dynamiczny, o niebo lepszy od Łobodzińskiego!”. W pełni się zgadzam i chyba nie jestem w tej opinii odosobniony, wczoraj Weszło! napisało “Dlaczego w kadrze nie ma Sławomira Peszko, a jest Wojciech Łobodziński? Peszko strzela w pierwszej kolejce, strzela w drugiej. Podaje, drybluje, szarpie. Widać, że jest w gazie i aktualnie nikt na prawej pomocy nie gra tak, jak on”.
  • Wojciechowski zabrania wpuszczać FN na trybuną prasową. Paweł Drażba (zna ktoś kolesia?) żali się, że nie dostał akredytacji (nie ma to jak duże poważanie w środowisku), a na propozycję by kupił sobie normalny bilet Mistrz Ciętej Riposty redaktor Drażba odpowiedział, że za takie pseudowidowiska płacić nie będzie i jak będzie miał ochotę na prawdziwy spektakl to pójdzie do teatru narodowego. Obawiam się, że pan Paweł mógł minąć się z powołaniem i jako, że nie będzie obcował jedynie z piłkarzami pokroju Boguskiego (wielki miłośnik teatru podobno) to proponuję psychicznie zacząć przestawiać się na kopaninę na boisku i chamstwo na trybunach, albo zmienić zawód, bo bez sensu robić coś czego się nie lubi.
  • Co do biletów, to za cholerę nie mogę znaleźć aktualnych cen na Polonię. Na stronie klubu tam gdzie powinno to być napisane, jest informacja, że mamy przerwę w rozgrywkach. W zeszłym roku karnet na główną trybunę kosztował 180 zł. Proszę o numer konta, zrobimy ściepę. Tylko od razu uprzedzam panie Drażba, żeby nie było rozczarowania - Konwiktorska to nie Teatr Narodowy, głupio pan będziesz wyglądał w garniaku i uszy mogą panu zwiędnąć, a szkoda tak wrażliwego chłopaka.
  • Stanowski chyba ostro zabalował w sobotę. Jego “tabela niewydrukowana” ma parę błędów. Po pierwsze, mecz Zagłębie-Wisła ustalił na 1-3 (słusznie nie uznał bramki Marcelo, ale błędnie zaliczył gola Caiado strzelonego po ewidentnym przyjęciu piłki ręką). Po drugie, w tabeli Wisła ma bilans 5-0 czyli nie straciła bramki. Po trzecie Zagłębie rozegrało jeden mecz, ma zero punktów i bilans bramkowy 0-4, czyli licznik goli Lubinian zaciął się chyba po meczu na Łazienkowskiej. I całkowicie nie mam pojęcia jakie Stanowski ma plany wobec ŁKS-u. Póki co w tabeli zero meczów i zero punktów. Jak sądzicie, coś się zmieni do końca sezonu? Bo w tabeli wyjdzie mu, że ŁKS zajął ostatnie miejsce, czyli że spadł z ligi…
  • Tydzień temu napisałem, że Kmiecik walnął na drugiej stronie felieton “na odpierdol się”, bez pomysłu, bez żadnej myśli, bez puenty i bez sensu, a napisał go zgodnie z przekonaniem, że felieton naczelnego na drugiej stronie być musi i basta! Póki co był to pierwszy i ostatni felieton Jacka Kmiecika. Przepraszam, nie chciałem… Panie Jacku, proszę się nie zniechęcać!
  • Fajne zdjęcie na stronie 24.
  • Zmodyfikowali mój ulubion dział “Trybuna kibica”. Nie ma już zdjęcia pani z tekturowymi piłkarzami Chelsea, nie ma pana co zbiera szaliki, nie ma wysokich lotów wpisów z forum, jest tylko krótki tekst podsumowujący pierwsze komentarze, pt: “Słodko-kwaśne”, czyli generalnie jest zajebiście, no ale tu, tu i tu możecie się poprawić.
  • Nie ma coś podsumowania “Bukmacherki” z poprzedniego numeru. Ale pewnie chłopaki liczą ile wygrali. Pomogę, żeby się wyrobili do czwartku: Gilewicz: -180 zł, Czykier: -300 zł, Iwan: -125 zł, a prowadzi anonimowy redaktor: -91 zł. Pierwsze koty za płoty, niefart, dużo niespodzianek, tytuł “Z nami wygrasz wielką kasę” dopiero od kolejnego numeru aktualny.

Szybka piłka:

  • Michał Kołodziejczyk wczoraj stwierdził, że gdyby Wisła przeszła Levadię to grałaby w Lidze Mistrzów bo w obecnej formie Węgrów i Bułgarów wciągnełaby nosem (czy jakoś tak). Szkoda. Ale słuszna uwaga. A gdyby przy tworzeniu zarodka (czy jakoś tak) połączyły się dwa chromosomy x to może zamiast niego moglibyśmy oglądać w studiu jakąś fajną blondynę. Też szkoda.
  • Duży plus - ktoś w TVP poszedł po rozum do głowy i uznał, że duet Patyra-Iwański nie nadaje się do prowadzenia magazynu piłkarskiego.
  • Duży minus - ktoś w TVP uznał, że na zmianę, co drugi tydzień w pojedynkę będą się nadawać,
  • Jarosław Szostek powinien wziąć za ryj reżysera i powiedzieć, że albo niech przedłużą program i dadzą mu 15 minut, żeby w spokoju mógł omówić kontrowersje, albo niech w ogóle sobie darują. Maciek Szczęsny cały weekend układa żarciki i jasna sprawa, że szkoda zmarnować taki wysiłek intelektualny, więc zabiera czas antenowy i rzuca błyskotliwymi puentami przy każdym dojściu do głosu, a potem wchodzi Jarek, wchodzą mu w zdanie, nie dadzą się zastanowić, Szostek się stresuje i nie pamięta co za drużyny grają, pokażą trzy sytuacje bo na więcej nie ma czasu i generalnie wychodzi żenada.
  • Usunięto gwóźdź programu, czyli SMS-owe głosowanie na “kiksa” kolejki. A kandydatów na gola kolejki pokazują tak szybko, że w zeszłym tygodniu zanim Patyra się zorientuje kto strzelił GOLA2 to kończy się zajawka GOLA3.
  • A tak całkiem poważnie, to widać zmiany na lepsze, choć poprawić się akurat nie było zbyt trudno. Jakby dokonać jeszcze ze trzy, cztery zmiany w obsadzie studia to program mógłby być całkiem znośny.

Tyle ode mnie.

*EDIT: 10VII; 19:04

* Skomentuj ten wpis

Ja versus pierwszy numer “Futbol News”

Dziś nieco inaczej, nie o samej piłce, a o kondycji sportowej prasy w Polsce w kontekście nowego tytułu na rynku. Jeśli ktoś miał okazję zapoznać się z pierwszym numerem FN, zachęcam do przeczytania i wyrażenia swojej opinii. Jeśli ktoś nie trzymał jeszcze w ręku wspólnego dziecka panów Kmiecika, Zarzecznego i Stanowskiego, to tym bardziej zachęcam, abyście wiedzieli czego możecie się spodziewać, gdy po to pismo sięgniecie.

Problem z prasą sportową w Polsce jest poważny, a w zasadzie niepoważny, bo poważnych tytułów brak. “Przegląd Sportowy” w zasadzie to od killku lat regularna równia pochyła - z braku laku, raz na jakiś czas można przeczytać. Poziom “Piłki Nożnej” od odejścia pana Romana Hurkowskiego również dramatycznie spadł, a wypocin Godlewskiego i Orłowskego zwyczajnie nie trawię. Podobnie było zresztą z twórczością Janusza Atlasa, ale po sprawdzeniu okazało się, że już dla PN nie pisze. (Swoją drogą na wikipedii znalazłem informację, jakoby Atlas był ojcem Macieja Dowbora, jako, że nigdy nie byłem obeznany w szołbiznesowych związkach jest to dla mnie zaskoczenie i tak jakoś nasuwa się pytanie czemu zatem Maciej jest “Dowbor”, a nie “Atlas”, ale mniejsza o to).

Wiosną tego roku na stronie Weszlo.com pojawiła się informacja, że od startu nowego sezonu ruszy nowa piłkarska gazeta - Futbol News. Stamtąd dowiedziałem się po raz pierwszy o jej nadchodzących narodzinach, choć oczywiście Weszło! ma z nią niewiele wspólnego, jak podkreślili - zostali poproszeni o poinformowanie to czemu mieliby odmówić? W każdym bądź razie z pojawieniem się nowego tytułu wiązałem i nadal wiążę duże nadzieje. Nadzieje na rzetelną informację sportową, na bezkompromisowe oceny, brak faktów rodem z “Faktu”, czyli zwyczajnie na pismo, które będzie się czytać z przyjemnością i które będzie zaspokajało żądnego piłkarskiej informacji kibica.

O dzisiejszej premierze FN dowiedziałem się z reklamy w przerwie któregoś meczu Ekstraklasy. Rano zahaczyłem więc o kiosk, nieśmiało zapytałem czy pani dysponuje taką to gazetą i za 1,50 PLN otrzymałem 32 strony czystego piłkarskiego druku.

Pierwsze wrażenie - ryj starego siwego dziada z wytkniętym językiem, w który to język grafik “wbił” kolczyk, oraz wielki żółty napis: “BEENHAKKER ZWOLNIONY ZA HANDEL PIŁKARZAMI?”. W tym temacie uprzedził mnie mpap i w zasadzie nie mam nic więcej do dodania. Rozumiem zabieg biura promocji, coraz mnie lubiany selekcjoner reprezentacji to chwytliwy temat, warto na tej niechęci coraz większej rzeszy kibiców zbić pierwszą transzę czytelników. Do tego wzbudzająca emocje okładka w stylu tygodnika “Wprost” (skądinąd bardzo przeze mnie lubianego) i mamy gotowy do sprzedaży pierwszy numer. W środku tekst o Beenhakkerze na cztery strony, a w zasadzie na półtorej, po wyłączeniu wielkich zdjęć, reklam i ogromnego napisu “LEO zwolniony za handel piłkarzami?” na stronach 2 i 3. Treść tekstu w skrócie? Proszę: Czternaście lat temu nasz poczciwy starzec z Holandii jako trener meksykańskiego Club America odebrał telefon od właściciela tegoż klubu i usłyszał zaproszenie na zebranie. Leo miał odpowiedzieć, że musi psy do weterynarza odprowadzić, a potem gra w golfa. Po tym telefonie został zwolniony. Do tego mamy kilka wypowiedzi anonimowych dziennikarzy, menadżerów, działaczy itd… czyli spekulacje, spekulacje i jeszcze raz spekulacje. Do tego groteskowy zapis rozmowy telefonicznej. Beenhakker leży i kwiczy i zamiast go dobić merytorycznym tekstem, FN kopie go po jajach, przeważnie nie trafiając.

Dodatkowo na stronie drugiej felieton redaktora naczelnego Jacka Kmiecika o tym jak wszystkim współczuje. Felieton wyjęty z dupy, o niczym, bez puenty, bez wyraźnego przesłania. Taki “na odpierdol się”, bo musi być felieton redaktora naczelnego na drugiej stronie - ot co. Na stronie 6 z kolei felieton Pawła Zarzecznego, którego wiedzę stricte piłkarską uważam za mierną, a erudycję za co najwyżej dostateczną do pisania na Interii. Wyjątkowo pisze rozsądnie, na temat istotny, czyli rzekomej wszechobecności rasizmu białych, ale z piłką ma to niewiele wspólnego (oprócz cytatu z Eto’o).

Strony 6 i 7, a w zasadzie 3/4 strony szóstej i pół strony siódmej (drugie pół to reklama łagodzącego balsamu po goleniu) to artykuł o krakowskiej Wiśle. Prawdopodobnie przypadkowo zbieżny z katastroficznymi wizjami Weszło! (do wglądu tu, tu i tu). Generalnie chodzi o to, że Wilczek w budżecie uwzględnił kasę zarobioną w pucharach, a że tej nie będzie to pojawiła się dziura rzędu 1-2 mln euro. Jeśli do tego dodamy wspomnienie o pierwszym od wielu lat poślizgu w wypłatach dla piłkarzy Wisły (co jest faktem) i pominiemy przyczynę tego stanu rzeczy (czyli przeniesienie całej biurokracji, księgowości itd. z budynków przy Reymonta w inne miejsce) to wyłania się nam obraz nędzy i rozpaczy - Wisła się nie skończy, Wisły już nie ma.

Strona ósma - wywiad z Mateuszem (lub “Matim” jak zwykł mawiać Kołtoń) Borkiem. Opowiada Kmiecikowi i Zarzecznemu co zrobi jak zostanie prezesem Śląska Wrocław (przede wszystkim weźmie za ryj Tarasiewicza) i żali się, że wyszedł na alfonsa przed teściową. Trochę psioczy na Leo, trochę broni ŁKS-u, czyli pięć pytań, pięć odpowiedzi i zdjęcie “Borek w koszulce Figo” 18×18 cm.

Strony 9-24 to zdaje się wkładka “Futbol News Weekend”, zdecydowanie najbardziej wartościowy fragment numeru. Na początek Jacek Kmiecik mimo całego burdelu cieszy się, że liga wystartowała, a Jan Tomaszewski ogłasza prywatny bojkot chodzenia na ligowe stadiony. Nieco dalej zgrabne relacje z meczów pierwszej kolejki, oceny piłkarzy i oceny samych spotkań. Choć nie mam pojęcia w jakiej skali te oceny bo nie znalazłem takowej informacji (nie żebym uporczywie szukał), prawdopodobnie 1-6 lub 1-5, ale głowy nie dam. Swoimi spostrzeżeniami na temat inauguracji rozgrywek dzielą się eksperci - Stefan Białas, Radek Gilewicz, Mirek Szymkowiak i Radek Michalski. Strona czternasta - wywiad z frustratem Wojciechowskim, który narzeka na swój los - rzuciłby Polonię w diabły, ale się uzależnił od adrenaliny, a tak w ogóle w tym sezonie interesuje go tylko mistrzostwo. Na samej górze natomiast, nad relacją z meczu Korona-Polonia W. pod tytułem “Triumf szarańczy” ciekawy nagłówek: “Polonia Warszawa złożyła ofertę Franciszkowi Smudzie”. Na ten temat chętnie bym poczytał, ale w całej gazecie nie znalazłem niestety ani jego rozwinięcia, ani jakiejkolwiek innej wzmianki.

Strona piętnasta to ciekawe relacja z meczu Legia-Zagłębie. Dowiadujemy się z niej m.in., że Maciej Iwański i Piotr Giza po przerwie przestali w głupi sposób tracić bramki. Ale to rzecz jasna drobny błąd, widać redakcja dopiero się dociera i korekta nie do końca funkcjonuje tak jak powinna. Tym również można usprawiedliwić kosmetyczny wręcz błąd ze strony wcześniejszej - wśród ukaranych żółtymi kartkami w meczu Korona-Polonia brak wymienionego Mariusza Zganiacza.

Strony 16 i 17 to miejsce do popisu dla Krzysztofa Stanowskiego, znanego m.in. z tego, że pomagał zakładać serwis Weszlo.com, ale obecnie (jak twierdzi admin strony) nie ma z nim nic wspólnego. Niesamowitym zbiegiem okoliczności jednak, pisze w liczbie mnogiej “wywracamy”, “będziemy nanosić”, “zsumujemy”. Podobną manierę ma np. Admin Weszło! - “nie wstajemy przed południem”, “zadzwonił do nas Wojtek Kowalczyk”, “zadzwonił do nas Tomasz Hajto z którym mieliśmy na pieńku”.

Na stronie 16 autorski pomysł pana redaktora Stanowskiego, czyli “Wywracamy ekstraklasę!”. Uwzględniając nieuznane prawidłowo zdobyte gole, czerwone kartki, niepodyktowane karne i system punktowy, który ma te wszystkie sytuacje ogarnąć, tworzona będzie “tabela niewydrukowana”. Stanowski będzie się zastanawiał “co by było gdyby”, liczył punkty odebrane przez sędziów i tworzył tabelę Ekstraklasy, z jaką mielibyśmy do czynienia, gdyby sędziowie byli idealni. W tabeli nie uwzględniono Cracovii, jest za to ŁKS, z tym, że bez rozegranego meczu. Akurat w tej kolejce nie było żadnych szwindli, więc autor pomysłu obszedł się smakiem, ale uchylił rąbka tajemnicy. Wydrukowany karny nie będzie liczony, za niepodyktowany karny - 0,75 gola (bo nie każda jedenastka to bramka), za czerwoną kartkę - 0.5 bramki dla drużyny przeciwnej. Słowem - trochę matematyki i ciekawy pomysł, chętnie będę się przygladał jak ta tabela będzie się kształtować w kolejnych kolejkach.

Strona siedemnasta to artykuł niemającego już nic wspólnego z Weszło! Stanowskiego o ŁKSie, a w nim m.in. ciekawe wypowiedzi Hajty i Adamskiego. Słowa tego pierwszego czytelnicy weszlo.com znają z tego tekstu. Trochę nieładnie postąpił pan Krzysztof, że nie mając nic wspólnego z Weszło! zapożyczył sobie wywiad udzielony temu serwisowi i to bez podania źródła! Oprócz kija, będzie jednak i marchewka - bo tekst jest dobrze napisany, mocny i rzeczowy.

Strony 18-19 to wyniki i tabele Ekstraklasy oraz I ligi wraz z jedenastkami kolejki oraz tabele i wyniki drugich lig. Trochę razi, że jedenastka I ligi została wybrana przed rozegraniem wszystkich spotkań (Górnik-KSZO dopiero dzisiaj), ale to nie wina FN, że kolejka rozbita została aż do poniedziałku.

Dalej mamy krótki tekst o wszystkich meczach zaplecza Ekstraklasy z zaznaczeniem świetnej frekwencji w Szczecinie (12 tys. na meczu Pogoń-GKS) i wywiad z trenerem Milanu - Leonardo, przeprowadzonym przez Marcina Harasimowicza. Następnie tekst o tym jak to Racing sprzedaje Ebiego do Red-Bulla, komplet wyników Ligi Mistrzów i Ligi Europy z tygodnia, oraz weekendowych z lig europejskich. Strona 25 to rozmowa z żoną Boruca - czyli zapachniało Super Expressem. Pani Katarzyna opowiada specjalnie dla “Futbol News”, że nie będzie się zniżać do poziomu byłego męża. Dalej Robin Hood Majewski z lasu Sherwood - wywiad czy poradzi sobie w Anglii, Zbigniew Boniek opowiadający o swoim dobrobycie i udanych wakacjach z wnukami oraz krzepiący artykuł “Gonimy Europę” o meczach polskich drużyn w europucharach.

Na stronie trzydziestej mamy “Trybunę kibica”, czyli zadzwoń, napisz, wyślij maila - FN Twoje piłkarskie żale opublikuje na niebieskim tle. A jak do tego zrobisz sobie zdjęcie z tekturowymi piłkarzami Chelsea Londyn, prześlij - to dostaniesz dla siebie pół strony. Pierwszy numer zamykają Janusz Basałaj w “Zamiast felietonu” o tym, że nasza liga jest chujowa, ale jednak nasza, jedenaście pytań do Seweryna Gancarczyka i zdjęcia pięciu cheerleaderek z polskich boisk (choć moim zdaniem zamiast pięciu małych zdjęć, powinni dać jedno duże i najlepsze).

Oczekiwania wobec FN, tak jak już pisałem, mam bardzo duże i pewnie dlatego jestem mocno rozczarowany. Debiutancki numer oceniam jednak na solidną trójkę z plusem. Parę błędów, sporo irytujących tekstów, trochę faktowo-superexpressowej papki, ale solidnie opisana liga, kilka fajnych wypowiedzi, ciekawe komentarze ekspertów i generalnie może rokować dobrze na przyszłość. Jak to zwykli mówić nasi piłkarze po pierwszych kolejkach każdej rundy - “pierwsze koty za płoty”. Byle się nie okazało, że za chwilę redakcja “Futbol News” dostanie zadyszki, a w listopadzie będzie zmęczona trudami sezonu. Pamiętacie schody w Filadelfii po których biegał Rocky Balboa? 1.50 PLN, które zapłaciłem za pierwszy numer FN to z pewnością nie były pieniądze stracone, zawartość warta była swojej ceny, czyli już przeskoczyliście “Przegląd Sportowy”. Aha, wspomniałem o tych schodach - przeskakując PS, “Futbol News” wskoczyło na pierwszy schodek. Jeszcze kawał drogi, ale powodzenia…

* Skomentuj ten wpis

I znowu ta kopanina…

Dziś startuje kolejny sezon Ekstraklasy, kolejne 30 kolejek słabej (rzadziej przeciętnej) piłki, kolejne barwne wypowiedzi trenerów i piłkarzy, kolejna fala napinki internetowych kibiców i sezon bodaj najbardziej dziadowski od lat. Mistrz Polski zamiast na swoim stadionie grać będzie w Sosnowcu, zdobywca Pucharu Polski we Wronkach, siódma drużyna ligi została okradziona na 1,8 mln zł w imieniu prawa, a minister sportu w dniu startu rozgrywek nawołuje do przesunięcia meczów. Dwie drużyny z trzeciego co do wielkości miasta w Polsce choć sportowo zasłużyły na grę w Ekstraklasie i decyzje w ich sprawie trudno uznać za ostateczne, zagrają w I lidze, dość dodać, że ów minister sportu w tymże mieście się urodził i z niego zostawał regularnie wybierany na Sejm RP. Słowem - kabaret, a skoro kabaret to przedstawienie czas zacząć.

Mimo tej całej negatywnej otoczki, przyznam się bez bicia - kurewsko się nie mogłem startu ligi doczekać. Dla kibica piłki nożnej przerwa w rozgrywkach to męczarnia, zwłaszcza gdy w trakcie sezonu niemal każdy weekend planuje się w oparciu o godziny rozgrywania spotkań. Między sezonami jest taka pustka, człowiek żyje, ale czegoś brakuje, jest jakiś taki niepełny. Dla mnie polska liga przy całych jej wadach to najważniejsze rozgrywki klubowe i mimo katastrofalnego poziomu wolę obejrzeć derby Trójmiasta, niż Gran Derbi Europa. Inaczej patrzy się na piłkarzy, których tydzień w tydzień oglądasz w TV, których nie raz i nie dwa widziałeś na stadionie, których buńczuczne wypowiedzi pamiętasz doskonale i możesz je konfrontować z rzeczywistością z drwiącym uśmiechem na twarzy, których obserwujesz od lat i masz wyrobione zdanie - ten ma smykałkę do piłki, a ten jest mocno drewniany. Wszystkie te Kaki i Ronalda się do naszych polskich, swojskich, cherlawych i kulawych chłopaków nie umywają. Różne są perwersje. Jedni lubią puszyste panie, inni płaskie, ja wolę szczupłe z solidnymi zderzakami, ale za to kręci mnie tylko Ekstraklasa.

Mistrzostwo Polski

Tytułu broni krakowska Wisła, która już przegrała sezon i nawet jeśli wygra wszystko co można na naszych boiskach (a pewno wszystkiego nie wygra) to i tak szanse na rehabilitację dostanie najwcześniej za rok. Do tego czasu będzie bolało kibiców Wisły. Wygrają z kimś 5-0 - “macie fart, że nie kupiliśmy żadnego Estończyka”, zostaną mistrzem jesieni - “Boże zabierz im punkty, bo znowu się w pucharach wygłupią” itd. Skorża został, ale chyba nie dlatego, że Cupiał zmądrzał, ale dlatego, że Smuda czeka na kadrę, a i tak pewnie Wisła na niego nie byłoby stać.

Lech zaczął sezon z wysokiego C, najpierw wymęczony Superpuchar, potem rzeź w Norwegii, jak w Poznaniu ktoś wystawi księgę dziękczynną za punkty do rankingu UEFA to wsiadam w samochód, żeby się wpisać. Byle tylko u siebie dołożyli zwycięstwo, aby uciułać jeszcze trochę. Wydaje się być faworytem do tytułu, ale pewnie go nie zdobędzie. Powód? Jeśli Stilić i Lewandowski bedą grać dobrze to dłużej niż do zimy nie wytrzymają przy Bułgarskiej, a jeśli będą grać źle to zabraknie punktów.

Legia jak zwykle rozpędza się powoli, jak zwykle każdy będzie na nią psioczył, narzekał, a swoje ugra i do ostatnich kolejek w walce o tytuł będzie się liczyć. Skład ma taki, że gdyby wszyscy byli w swojej najlepszej formie, to zmietliby każdego w lidze, a że nie są i nie będą to Legia tytuł będzie musiała wygryźć.

Tyle ode mnie, a teraz opinia sponsorów.

Zestawienie kursów na Mistrzostwo Polski:

  • bet-at-home: Wisła Kraków - 2.80; Legia Warszawa - 3.00; Lech Poznań - 3.20
  • bwin: Wisła Kraków - 2.75; Legia Warszawa - 3.00; Lech Poznań - 3.15
  • BetClick: Wisła Kraków - 2.50; Legia Warszawa - 3.00; Lech Poznań - 3.50

Wniosek? Najmniejsze szanse na obronę tytułu z całej trójki bukmacherów daje Wiśle jej sponsor, podobnie sprawa wygląda w przypadku Lecha. Na Legię wszędzie dają tyle samo.

Spadek

Kandydatów jest dwóch - Cracovia i Jagiellonia Białystok z wiadomych powodów. Żeby spaść z ligi trzeba będzie zatem zdobyć mniej punktów od Cracovii (jedyny klub który tego dokonał w zeszłym sezonie spadł do 1. ligi) i/lub zdobyć o 10 punktów mniej od Jagiellonii (tego nie dokonał w minionym sezonie nikt). Jak widać będzie to bardzo trudne zadanie, a przypomnę, że w tym sezonie nie ma baraży, więc jeśli Cracovia będzie przegrywać zgodnie z przewidywaniami, a Jagiellonia zgodnie z przewidywaniami nie będzie seriami wygrywać, to wiosną połowa drużyn nie będzie już o nic walczyła. Jeśli jednak okaże się, że któraś z tych drużyn się utrzyma, będę mocno zaskoczony, z tym, że w przypadku Jagi będzie to miłe zaskoczenie, a w przypadku Cracovii duże rozczarowanie.

Tyle ode mnie, lecę po browary i zobaczymy jak wygląda “czarny koń” (podobno) z Bełchatowa.

* Skomentuj ten wpis

Dymisja jest dobra na wszystko?

Rozpatrując postawione w tytule pytanie jedynie w kategorii naszej Ekstraklasy, znak zapytania można by spokojnie usunąć. Twierdzą tak bowiem właściciele i prezesi wszystkich polskich klubów. Choć w innych częściach piłkarskiego świata, o tym, że tak nie jest, wiadomo już od dłuższego czasu… Jutro zostanie podjęta najważniejsza decyzja w sprawie przyszłości Wisły Kraków, a tym samym zapewne i przyszłości walki o Mistrzostwo Polski. Czy na cztery dni przed startem rozgrywek ligowych ubiegłoroczni triumfatorzy stracą trenera?

Nie wiem czy wśród nie mających przecieków kibiców jest ktoś kto odważyłby się postawić cały swój majątek w zakładzie o to, czy Maciej Skorża straci jutro posadę. Trudno powiedzieć czy wczorajsze spotkanie o Superpuchar, w którym Wisła pokazała, że może grać nieźle w piłkę i powalczyć o trzeci z rzędu tytuł mistrzowski doprowadziło do wzrostu notowań Skorży, czy jednak porażka w rzutach karnych sprawiła, że sięgnęły one dna. A być może nie miało to żadnego znaczenia by decyzja jest już podjęta? Podobnie niejednoznaczna wydaje się być ocena osiągnięć Wisły w przekroju ostatnich dwóch lat.

Wśród sukcesów Skorży pod Wawelem na pierwszy plan wybijają się dwa: Mistrz Polski 2007/08 i Mistrz Polski 2008/09. Okazało się, że z jednym nierównym bramkarzem, bez rozgrywającego i mając półtora napastnika można dwa razy wygrać ligę w Polsce. Na plus Skorży trzeba również zapisać zrobienie z marnującego dziesiątki sytuacji Pawła Brożka dwukrotnego króla strzelców ligi i reprezentanta Polski, a z jego brata Piotra, niegdyś przeciętnego lewego pomocnika - czołowego polskiego lewego obrońcę. Poza widocznymi na boisku efektami, również bliźniacy wielokrotnie powtarzali jak wiele młodemu trenerowi zawdzięczają. Oprócz rozwinięcia Brożków, sporym osiągnięciem jest również szybki, regularny rozwój Rafała Boguskiego i Patryka Małeckiego. Z zachowaniem pewnego dystansu, ale jednak, wypada też przypomnieć zwycięstwo nad Barceloną. Na tym zasługi Skorży chyba się kończą. Dużo to czy mało?

Wisła Skorży na wielu polach jednak zawodziła: brak sukcesu w europejskich pucharach jesienią 2008 i kompromitacja przed czterema dniami, w minionym sezonie odpadnięcie już w fazie grupowej Pucharu Ekstraklasy (jak mało prestiżowy by on nie był) i ćwierćfinale Pucharu Polski (choć rywal był najmocniejszy z możliwych), cofnięcie się w piłkarskim rozwoju Mauro Cantoro, brak wykorzystania dużego (podobno) potencjału Tomasa Jirsaka i pojawiające się pytanie czy Wisła w ciągu ostatnich dwóch lat generalnie się rozwinęła czy nastąpił regres. Do tego maniakalne wręcz stosowanie ustawienia 4-5-1 i taktyki opartej na długim podaniu od obrońców do Brożka oraz toporny styl gry ze słabszymi rywalami, przynajmniej do momentu zdobycia przez Wisłę pierwszej bramki.

Wśród kibiców Wisły zdania na temat Skorży są podzielone. Próbuje się go usprawiedliwiać słabą kadrą - Małecki i Ćwielong de facto na wypożyczeniach furory w Zagłębiu Sosnowiec i Ruchu Chorzów nie zrobili; Pawełek bez konkurencji na ławce to namiastka bramkarza; ograniczenia kadrowe nie pozwalają na grę inną niż dwoma defensywnymi środkowymi pomocnikami, bo Jirsak częściej niż zachwycał, notował występny bezbarwne; Brożek jest jedynym, na którym ciąży zdobywanie bramek, nawet zdrowy Boguski, podwieszony za nim ma nieco inne zadania, nie ma na ławce nikogo, kto w przypadku gorszego dnia lub kontuzji Brożka może go zastąpić. Są też głosy zdecydowanie bardziej surowe - Wisła się nie rozwija, ostatni tytuł mistrzowski był bardziej wymęczony niż zasłużony, Skorża nie ma pomysłu na grę, gra tymi samymi, powszechnie już znanymi schematami i przez to coraz częstsze wpadki.

Winę za porażkę z Levadią Skorża wziął na siebie i słusznie bo on jest mimo wszystko głównym winowajcą. Piłkarzom Wisły zabrakło w dwumeczu z Estończykami dynamiki, świeżości, polotu, większość akcji była zbyt wolna i czytelna. Skorża nie “zajechał” swoich piłkarzy, tylko po prostu błędnie oszacował ich możliwości w walce ze słabym (teoretycznie) rywalem. Nawet bez transferów i z duetem Niedzielan-Beto w ataku i Dawidowskim na prawym skrzydle, Wisła powinna Levadię pokonać. Jeśli nastąpiło zlekceważenie rywala, jeśli piłkarze byli źle przygotowani, jeśli zabrakło im motywacji do gry na 100% - winę ponosi trener. Nie ma żadnych wątpliwości, że Skorża jest tego świadom, ale nie ma też wątpliwości, że skoro przyznał się do błędu - będzie potrafił wyciągnąć z niego odpowiednie wnioski.

W Wiśle są jeszcze spore rezerwy, zarówno w grze poszczególnych piłkarzy (większość nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji) jak i w samej kadrze (Kimr zagrał z Wisłą trzy mecze, Alvarez jeden, Garguła, Singlar i Boguski w końcu wyzdrowieją). Mistrz Polski może i pewnie będzie grać lepiej niż wczoraj, o eliminacjach Ligi Mistrzów nie wspominając. Pytanie kto go w tych meczach poprowadzi.

Przyjmijmy, że Maciej Skorża jutro przestaje być trenerem Wisły. Kto w jego miejsce? Franz Smuda? Z wypowiedzi prasowych wynika, że nie jest zainteresowany (choć w polskiej piłce już nic mnie nie zdziwi). Inny polski trener? Brakuje nazwisk, które możnaby uznać za synonim słowa “sukces”. Orest Lenczyk miał w karierze trenerskiej chwile lepsze i gorsze, nie jest powiedziane, że w Wiśle pora na te “lepsze”. Czesław “Mourinho” Michniewicz to też nie ta półka. Paweł Janas? Solidny, ale tylko solidny, zresztą w Widzewie chyba mu dobrze. Trener z zagranicy z nazwiskiem? Pytanie kto i kiedy go znajdzie skoro Bednarz z Wilczkiem też podobno się pakują.

Moim zdaniem Cupiał powinien dać Skorży czas do zimy. Zobaczyć jak wkomponuje w zespół Gargułę, jak poradzi sobie w rozgrywkach grając całą rundę na wyjeździe, czy Wisła ze Skorżą na ławce trenerskiej dobrze rokuje na przyszłość. Dać mu poprowadzić zespół w trudnym momencie. Ten sezon nie jest jeszcze dla Wisły przegrany, ale będzie bardzo trudny, choć Skorża może go jeszcze wygrać na krajowym podwórku, mądrzejszy o błędy, które ostatnio popełnił. Pytanie tylko czy on sam tego chce.

Wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że Skorża bez względu na decyzję Cupiała sam podał się już do dymisji, a mecz z Lechem był jego ostatnim. Podobno jego decyzję znają już piłkarze. Skoro to była decyzja Skorży to mogła być to jedna decyzja - odejście z klubu. O tym czy zostanie w Wiśle sam nie mógłby zadecydować, bo leży to przede wszystkim w gestii właściciela, decyzję o odejściu może podjąć sam. Od Skorży wiele wymagano, ale nie dawano mu środków. Chciał zatrzymać Kosowskiego - Kosowski gra na Cyprze. Chciał podpisać kontrakt z Frankowskim - Frankowski gra w Jagiellonii. Chciał bramkarza - miał już dwudziestu, każdego po kilka dni. Chciał wysokiego napastnika - sprowadzano mu sam szrot i zrywano negocjacje z poważnymi kandydatami. Chciał zatąpić Baszczyńskiego i Zieńczuka - Kimra dostał stosunkowo wcześnie, ale Alvarez przyszedł gdy było już pozamiatane i minie pare tygodni zanim wkomponuje się do drużyny. Presja na nim jest mimo to wciąż ogromna. W każdym meczu ma wygrać, do Ligi Mistrzów ma awansować (a przynajmniej do fazy grupowej Ligi Europy). Swego czasu dziwiłem się czemu nie postawi ultimatum - albo zrobicie transfery, albo powiedzmy głośno, że w tym sezonie walczymy tylko o miejsce pucharowe, albo odchodzę - nie będę firmował swoim nazwiskiem niepowodzeń po wygórowanych oczekiwaniach. Widać nie było to w jego stylu, bardziej od własnego ego zależało mu na prowadzeniu drużyny, pracy z piłkarzami.

Teraz pewnie odejdzie - mimo dwóch mistrzostw - jako przegrany. Trochę pieniędzy pewnie w Wiśle zarobił, jeszcze miesiąc wakacji, może zabrać dzieci i żonę na dłuższy wypoczynek. Odpocznie od trenerki kilka tygodni, zregeneruje swój zapał, wypompuje pokłady stresu, które się w nim pewnie nagromadziły i na nową propozycję pracy długo nie będzie musiał czekać. Pewnie już we wrześniu któryś z prezesów klubów Ekstraklasy znów uzna, że dymisja jest dobra na wszystko, a bezrobotny Skorża będzie dla niego łakomym kąskiem…

* Skomentuj ten wpis

Konkurs rozstrzygnięty!

Frajerami Lata został zespół Wisły Kraków. W nagrodę, duża część pracowników klubu będzie mogła pojechać na wakcje “last minute” bo będą mieli teraz sporo wolnego czasu, byle nie z biura turystycznego “Kopernik”…

* Skomentuj ten wpis

Koniec dziadostwa czy pokaz siły?

Znamy już chyba skład Ekstraklasy w sezonie 2009/2010. Chyba, bo żadna decyzja w polskiej piłce w ostatnich latach nie nosi znamiona “pewnej”. Z ligi lecą ŁKS i Górnik Zabrze, a na ich miejscu w najwyższej klasie rozgrywek zobaczymy Zagłębie Lubin i Koronę Kielce. Co oznaczają takie decyzje w sprawie kształtu ligi?

Po pierwsze, Widzew Łódź nareszcie odpokutuje za korupcję. To dobrze i dla wizerunku Ekstraklasy i dla samego Widzewa. Moi znajomi z Łodzi (ci którzy kibicują Widzewowi) początkowo ogromnie cieszyli się z awansu, ale im dłużej decyzja była niepodjęta, tym coraz częściej pojawiały się wśród nich opinie w stylu: “dobra, awansowaliśmy raz, awansujemy i drugi raz, a jak nie teraz, to upierdolą nas za rok”. W Widzewie jest cierpliwy, bogaty sponsor, rozsądny trener i nieźli piłkarze, którzy powinni poradzić sobie na zapleczu Ekstraklasy. Pomęczą się jeszcze rok, awansują i będą mieli święty spokój. Żeby było jasne, uważam, że karę za korupcję powinny ponieść wszystkie kluby, a to dlatego, że część już ją poniosła (Arka Gdynia, Górnik Łęczna, Korona Kielce, Zagłębie Sosnowiec). Jak się powiedziało “A”, to powinno się powiedzieć “B”. Ale ten temat był już wałkowany wiele razy, zresztą nie o tym chciałem napisać.

Drugą konsekwencją kształtu ligi w nadchodzącym sezonie, jest sygnał, że zabawa się zakończyła, przepisy licencyjne od teraz są egzekwowane. Sprawa ŁKS-u nie jest jednoznaczna z dwóch powodów. Po pierwsze, ŁKS nie dostał licencji na sezon 2009/2010. W sezonie 2008/2009 w sportowej rywalizacji zajął 7. miejsce. Na skutek absurdalnej konstrukcji przepisów, został jednak zepchnięty na ostatnie miejsce w tabeli. Canal+ wypłatę pieniędzy warunkuje m.in. od pozycji jaką klub zajmie w lidze. Za każde miejsce w dół, klub dostaje o 200 tys. zł mniej. W praktyce, dziewięć miejsc niżej, oznacza dla ŁKS-u 1,8 mln zł mniej pieniędzy. Kwota ta jest równa 1/5 budżetu łódzkiego klubu w minionym sezonie. ŁKS został dopuszczony do rozgrywek Ekstraklasy 08/09, na boisku wywalczył w niej miejsce 7. i za to miejsce powinien otrzymać pieniądze, bez względu na to czy dostał licencję na NASTĘPNY sezon czy nie. Sprawa jest zatem dla mnie przejrzysta - ŁKS został okradziony na prawie dwa miliony złotych.

Konsekwencją przesunięcia ŁKS-u na ostatnie miejsce w lidze, jest automatyczny awans dziewięciu innych drużyn o jedno oczko w górę. Dla ośmiu z nich oznacza to 200 tys. złotych więcej w kasie klubu, dla jednej - 200 tys. zł i utrzymanie w lidze. Na takie zjawisko jest chyba tylko jedno odpowiednie słowo - skurwysyństwo. Nie może być tak, że drużyna, która sportowo spadła z ligi, utrzymuje się w niej przy zielonym stoliku. W związku z roszadami w Ekstraklasie, z trzech grających beznadziejnie drużyn (Arka, Cracovia, Górnik) spadła tylko jedna. Dla mnie oczywiste wydaje się, że w sytuacji kiedy Widzew za korupcję leci ligę w dół, a ŁKS nie dostaje licencji to sportowo spadają Cracovia i Górnik, a awans do Ekstraklasy uzyskuje kolejna drużyna z I ligi - w tym przypadku Podbeskidzie.

Wracając do samej licencji ŁKS-u, to przyznam szczerze, że tą decyzję uważam za słuszną. Bolesne dla kibiców “Rycerzy Wiosny” jest pewnie to, że kiedy Goszczyński wreszcie ustąpił miejsca innym, kiedy pierwszy raz od kilku dobrych rund nie został wymieniony cały skład, kiedy dla klubu z Al. Unii Lubelskiej zapaliło się światełko nadziei, kiedy sytuacja finansowa klubu wydaje się być lepsza niż w poprzednich sezonach (wówczas gdy licencję otrzymywali)  ŁKS licencji nie otrzymał. Na pytanie, czy będzie potrafił się podnieść i awansować odpowiedzą najbliższe tygodnie. Zobaczymy ilu piłkarzy zostanie, zobaczymy pierwsze wyniki w lidze i będzie można wyrokować. Choć konkurencja będzie wymagająca. Widzew i Górnik nie wyobrażają sobie pewnie, że za rok dalej będą się przygotowywać do występów w I lidze. Pojawiają się głosy, że ten spadek, może dla ŁKS-u oznaczać dłuższą banicję poza Ekstraklasą.

Bardzo mi szkoda kibiców ŁKS-u i chyba derby Łodzi w najbliższym sezonie nie będą dla nich dużym pocieszeniem. Mimo wszystko żywię naiwną nadzieję, że to wreszcie koniec dziadostwa w Ekstraklasie. Nie może być tak, że klub nie otrzymuje licencji, pięć razy się odwoła i go przepuszczą. Jeśli chcemy wyrobić jako taką markę lidze, to nie mogą w niej grać kluby, w których pracują ludzie nie potrafiący poprawnie wypełnić i przesłać dokumentów. Są tacy, którzy z przyczyn nieotrzymania przez ŁKS licencji ostro drwią i słusznie. Niedziałające kamery i brak lodówki w pomieszczeniu do kontroli antydopingowej to w istocie śmieszne fakty. I to mnie rzeczywiście bawi, jak to jest możliwie, że w klubie Ekstraklasy nie ma człowieka, który przeczyta przepisy licencyjne i sprawdzi ich zgodność z faktycznym stanem rzeczy w klubie. Może dzięki sprawie ŁKS-u przestanie się w klubach zatrudniać niekompetentnych ludzi.

Miałem swego czasu wątpliwą przyjemność poznać osobę pracującą w klubie (ówczesnej) II ligi w dziale finansowym. Ów człek skończył w wieku 30 lat Organizację i Zarządzanie na Wyższej Szkole Tego i Owego. Nie krył się z zakresem swoich obowiązków. Siedział przy komputerze, przeglądał strony w Internecie, czasem wstukał coś w Excela w gotowe tabelki, a potem “pani Zosia” sprawdzała go i poprawiała błędy. Nie ukrywał też, że jego tatuś grywa w tenisa z kierownikiem drużny. Jeśli dodać do tego jego poważne problemy z praktycznym wykorzystaniem tabliczki mnożenia w zakresie do 100 (obliczenie łącznej ceny sześciu piw po 7 zł) to mamy obraz nieudacznika, który mógł działać na szkodę klubu, a przynajmniej był bezużytecznym darmozjadem. Rzecz jasna nie ma sensu generalizować, że tak jest w każdym klubie, lub przyjmować że w ŁKS-ie pracuje ktoś równie niekompetentny, chodzi o pewne zjawisko. “Kolesiostwo” to nie jest jednak problem wyłącznie polskiej piłki, to problem globalny i zależy od tego, czy osoba decyzyjna w firmie czy instytucji jest poważna. Klubu, o którym wspomniałem w anegdocie, w obecnej I lidze nie ma, choć akurat nie sądzę, by bezpośrednim winowajcą był mój znajomy. Prawdopodobnie część czytających zastanawia się po co ta historia, zatem przechodzę do konkluzji.

Nie jest tak, że ŁKS jest ofiarą błędu człowieka i dlatego, że to tylko “błąd człowieka”, powinien licencję otrzymać, bo to AŻ “błąd człowieka”. ŁKS jest firmą, w której to zatrudnieni są pracownicy, firmą jak każda inna firma. Tak to już jest w świecie biznesu, że firma, której niekompetentny pracownik popełnia błąd, musi za ten błąd ponieść odpowiedzialność. Ktoś w ŁKS-ie popełnił błąd i ŁKS zagra w I lidze.

Sprawa ŁKS-u ma jednak drugie dno (bo jakby inaczej). Na tym dnie widnieje nazwisko “Zbigniew Lewicki”. Człowiek, który przez działaczy z Łodzi został niewątpliwie osaczony oskarżeniami, ale człowiek, który ostatecznie okazał się małym człowieczkiem. Jego słowa (pewnie znane przez Was): “Zwłaszcza po przeczytaniu wypowiedzi menedżera ŁKS, Tomasza Kłosa, który powiedział, że – cytuję – „w komisji licencyjnej zasiadają ludzie fałszywi”. Zapewniam, że na taką opinię z pewnością zareagujemy. Może już 21 lipca”. Nie znam dokładnie przepisów licencyjnych, nie znam też trybu podejmowania decyzji i drogi odwoławczej, ale ta wypowiedź sprawia, że za decyzją Komisji Odwoławczej ciągnie się smrodek zemsty.

Bez wiedzy prawniczej i bez zapoznania się z przepisami nie można uczciwie ocenić decyzji komisji. Chciałbym wierzyć, że zadecydowały względy merytoryczne, że główną przyczyną było niespełnienie wymogów licencyjnych przez ŁKS, albo chociaż, że od tej pory licencje będą przyznawane według równie surowych kryteriów. Bo licencja, którą otrzymuje każdy, bez względu na to czy spełni wymagania czy nie, jest bez sensu. O tym czy minął czas dziadostwa i kpiny licencyjnej przekonamy się gdy przyznawane będą licencje na kolejny sezon. Działacze ŁKS-u będą pamiętać i patrzeć na ręce Komisji Odwoławczej i jeśli któremuś klubowi powinie się w przyszłym roku noga, to na pewno o tym usłyszymy. Jeśli jednak okaże się, że tegoroczny manewr miał na celu utrzymanie Cracovii, a za rok dziadostwo powróci, to będziem mieć kolejny powód ku temu, by siedzibę PZPN-u zburzyć, gruz wywieźć, ziemię zaorać, posiać trawę i postawić huśtawki dla dzieci.

* Skomentuj ten wpis

Konkurs “Frajerzy Lata”

Był czas, kiedy to występy w europejskich pucharach były dla polskich klubów szansą na złapanie nieco grosza. To premią za awans do kolejnej rundy UEFA sypnęło, to kilkaset tysięcy na prawach telewizyjnych można była capnąć jak się na rywala z medialnej ligi trafiło (swego czasu zresztą Wisła Kraków miała dziurę w budżecie, kiedy po odpadnięciu z Pucharu UEFA w rywalizacji z Dinamem Tbilisi okazało się, że wpływy za występy w europejskich pucharach są znacznie niższe niż wstępnie oszacowane). Teoretycznie nic się nie zmieniło, w Europie dalej można zarobić, z tym, że nie we wstępnych rundach kwalifikacyjnych do eliminacji, gdzie nasze drużyny występują, ale w rozgrywkach głównych. Jako że punktów do rankingu UEFA rokrocznie zdobywamy niewiele, to aby zarobić na pucharach, najpierw trzeba się pomęczyć z rywalami mniej wymagającymi (czyli mówiąc wprost - kelnerami).

Przyczyny tego, że polska drużyna gra już w pierwszej rundzie eliminacyjnej Ligi Europy są dwie:

  • regularne odpadanie z rozgrywek z drużynami, które zdecydowanie były w naszym zasięgu
  • regularne tracenie punktów z kelnerami, z którymi wiadomo “że i tak się ich przejdzie” (vide porażka Polonii w rewanżu z FK Budućnost Podgorica, remis Wisły z Levadią Tallin, czy zeszłoroczny remis Legii z ogórkami z FK Homel)

Winna temu nie jest jedna drużyna, nie są to też dwa zespoły, ale wszystkie po kolei, które startowały w europejskich pucharach w ostatniej dekadzie. Wszystkie polskie kluby są współodpowiedzialne za to, że Polonia w Lidze Europy gra z trzecią drużyną z San Marino, mało tego, żeby z nią zagrać musiała jeszcze po drodze wyeliminować jeden zespół.

W piątek miało miejsce losowanie przeciwników i potencjalnych przeciwników naszych zespołów w III rundach eliminacyjnych Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Każdy zainteresowany pewnie wyniki losowania zna, ale gwoli formalności, pozwolę sobie je przypomnieć:

  • Wisła Kraków / Levadia Tallin - Debreceni VSC / Kalmar FF
  • Juvenes/Dogana / Polonia Warszawa - NAC Breda / Gandzasar Kapan
  • Fredrikstad FK - Lech Poznań
  • Brøndby Kopenhaga / Flora Tallin - Legia Warszawa / Olimpi Rustawi

Przede wszystkim nie wyobrażam sobie, żeby Wisła w Tallinie odpadła z pucharów. Takiej możliwości zwyczajnie nie ma, bo klub z Estonii wszystkie możliwe atuty (element zaskoczenia i zlekceważenia rywala przez Wisłę) wykorzystał w Sosnowcu. Jeśli Wisła nie wygra w środę z Levadią to będzie to ostatni mecz Wisły jaki w życiu obejrzę. Nie dlatego, że się obraże, ale dlatego, że będzie to dla mnie osiągnięcie przez polską piłkę dna. Legia do Gruzji jedzie na wycieczkę, podobnie zresztą jak piekarze, lekarze, pizzermani i listonosze z San Marino do Warszawy. I teraz nareszcie przejdę do meritum…

Ogłaszam konkurs “Frajerzy Lata”

Reguły konkursu są proste. Zwycięzcą zostanie ta drużyna, która z europejskich pucharów odpadnie w najbardziej kompromitującym stylu, w najbardziej kompromitujących okolicznościach, tudzież z najbardziej kompromitującym rywalem. Werdykt podejmie profesjonalna, ekspercka, nieomylna kapituła konkursu w składzie jednoosobowym - krócej: subiektywnie ja. Słowo wyjaśnienia dla nazwy konkursu. Czemu frajerzy? Ano bo trzeba być frajerem żeby awansować do pucharów i przejechać setki kilometrów na mecz, którego żadna polska telewizja nie chce transmitować. Trzeba być frajerem, żeby zamiast zarobić na transmisji, wydać pieniądze na podróż, a potem przed dorwaniem się do finansowego tortu, odpaść z rozgrywek w przedsionku sali gdzie odbywa się bankiet. Dlaczego “Lata”, skoro ( z założenia) mamy system rozgrywek jesień-wiosna? Ano dlatego, że nie ulega żadnym wątpliwościom, że zwycięzcę poznamy jeszcze przed końcem wakacji.

Subiektywna klasyfikacja po pierwszym okrążeniu:

  1. Wisła Kraków
  2. Legia Warszawa
  3. Lech Poznań
  4. Polonia Warszawa

Już śpiesze z wyjaśnieniami, aby rozwiać zapewne poirytowanie znacznej części czytających. Na chwilę obecną zdecydowanym faworytem wydaje się być Wisła, choć ta przewaga to moim zdaniem chwilowe złudzenie. Izuloryczne szanse na zwycięstwo w konkursie ma natomiast Polonia. Odpadnięcie z klubem z San Marino należy rozpatrywać w kategoriach Sience Fiction, a z kolei porażka z NAC Breda wielką ujmą dla drużyny z przęciętnymi piłkarzami, słabym trenerem i niezrównoważonym prezesem wielką ujmą nie będzie. Nagroda nie jest przyznawana za styl prezentowany w zwycięskich dwumeczach. Można zatem jedną bramką odstawić Czarnogórców (notabene od dwóch lat w strukturach UEFA), można potem ledwo wyeliminować trzecią drużyną trzydziestotysięcznego państwa, odpaść w kolejnej rundzie i nie wygrać plebiscytu. Tym bardziej, że konkurencja nie składa broni. Legia nieco wyżej od Lecha, ale minimalnie i jej drugie miejsce to spory kredyt zaufania co do ewentualnego zwycięstwa. Teoretycznie ma po drodze jeszcze Gruzinów i praktycznie bliżej rywalizacji z Legią w III rundzie są Estończycy z Flory Tallin. Poza tym, jako że Legia zdecydowanie więcej sukcesów na krajowych boiskach od Lecha osiąga, to i doświadczenie w odpadaniu z europejskich pucharów ma większe. Na bogate doświadczenia stołecznego klubu, poznaniacy mogą odpowiedzieć w zasadzie tylko “Terek Grozny”. Zatem Legia na drugim miejscu, ale tuż za nią Lech. Niech fani “kolejorza” się zatem nie obrażają, że plasują się dopiero na najniższym stopniu podium, ale to dopiero pierwsze notowanie i wiele jeszcze może się zmienić. Notowanie drugie już w czwartek wieczorem, lub w piątek. Będzie więcej materiałów do przeanalizowania i oszacowania szans, a być może któraś drużyna odskoczy stawce na trzy długości i w wielkim stylu zakończy konkurs już w przyszłym tygodniu otrzymując dumnie brzmiący tytuł “Frajerów Lata”.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Diablo 3

FIFA 13

Wyszukaj w blogu

RSS


maj 2012
P W Ś C P S N
« grudnia    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031